zyje…

zyje, mam sie dobrze, raz chudne, raz tyje, ale do przodu 🙂

Tylko weny do pisania nie ma, ale rodzi sie ochota na nowy blog, bardziej anonimowy. Ale nie wiem jeszcze sama co z tego wyjdzie…

Wrocilismy z wakacji, za 9 dni oboje dzieci idzie do przedszkola… zaczynamy ere czasu szkoly na dobre… szok!!!

A to moi teraz:

WP_20130719_009

Reklamy

Tolerancja

Wiem, ze niektorzy postrzegają mnie jako osobę nietolerancyjną. Ja sama tak nie uwazam, myślę, ze zachodzi pewen nieład w odczycie mojego zachowania. Po prostu czasem zaniemówię i wytrzeszcze oczy ze zdziwienia, gdy mi ktoś o czymś mówi… Bo choć to totalnie to nie moja sprawa, to uważam, że to cos jest tak bezsensowne, ze w glowie mi sie nie mieści, ze ktoś inny to rozważa, czy robi. Nie wdaję sie nawet wtedy w dyskusję, bo nie widzę w tym sensu… Moze powinnam dyskutować?! Moze to rozwiałoby moja opinię osoby nietolerancyjnej?!
Róbta, co chceta, ale jak to sie mówi, zostawmy sie na wzajem w spokoju. Ja do niczego nie chce namawiać, nie wszystko rozumiem, nie ze wszystkim sie zgadzam, ale żyje i pozwalam żyć innym jak chcą.
A czego na przyklad nie rozumiem? Np. ludzi nienawidzących homoseksualistów. To tylko jeden z wielu przykladow…

Poczekalnie lekarskie

Do dzis pamietam dokładnie poczekalnie lekarska z mojego dziecinnego chorowania… Krzesla do okola, okienko, pani nieusmiechnieta. Trzeba siedzieć cicho, byc grzecznym, ustąpić miejsca, gdy przyjdzie ktoś starszy… Nie lubilam tych posiedzeń w poczekalni bardzo.
U naszego lekarza jest poczekalnia podobna, choć jest duży kat z zabawkami, których gwiazda programu jest kon na biegunach. Dzieci uwielbiają sie tam bawic 🙂
Dzis spedzilam z dziećmi kilka godzin w poczekalni szpitala naszego najbliższego. Kilka poczekalni (za chwile szczegoly dlaczego). W każdej wypasiony kącik z zabawkami, w tym w dwóch telewizor z lecacym filmem na dvd, kartki, kredki, ksiazki… Pociagi, stoly z torami… Smiech i usmiechy… Jak dobrze, ze czasy sie pod tym względem zmienily na lepsze 🙂

Mlody mial skierowanie, bo myśleliśmy, ze ma drzazgę w nodze. Ma czarna kropkę na łuku lewej stopy. Zrobili przeswietlenie i…. Ma 5mm metalowy przedmiot podobny do szpilki. Nie boli go i mamy wyznaczony zabieg na kwiecień.
Coz angielska sluzba zdrowia zwana tu NHS (national health service) jest super, ale nie idealna… Na dzisiejsze spotkanie z lekarzem czekaliśmy 3 miesiące. Dzis rano do mnie zadzwonili, by przelozyc, bo mieli wielkie opoznienie. Udali mi sie wywalczyc werbalnie, by nas zobaczyli, ale oznaczalo to dlugie czekanie. W wyzej opisanych poczekalniach nie bylo to problemem 🙂

Obrazek

Juz prawie rok jej nie karmie piersią, ale wciąż pamieta…

Szkoła…

Wlasnie kilka minut temu (o 23.59 15-go stycznia czasu UK) minal nam termin składania podań o miejsce w szkole podstawowej na wrzesień 2013. Mozna bylo zrobić to pisemnie lub na stronie mojej dzielnicy. Maksymalnie 6 szkol mozna bylo wybrać… 17-go kwietnia dowiemy sie, czy gdzie dostaliśmy miejsce dla Mlodego…
Ogólnie są w UK szkoly wyznaniowe, co przyjmują „swoich”… Trzeba przynieść zaswiadczenie od ksiedza, ze sie aktywnie udziela w parafii i regularnie przybywa na msze w niedziele… Tak, tak, nie zartuje…
Są szkoly panstwowe, które sie nam najbardziej podobają. Szczególnie taka jedna, gdzie jest wielkie boisko, staw, ogródek warzywny, blisko Tamizy i parku… Tyle, ze 15 min na piechtę… 0.8 mili od nas. Dla mnie no probs bylby spacer codziennie… Ale mozemy nie dostać tam miejsca, bo trochę daleko od nas…
Ogolne zasady są: najpierw miejsca dostaja dzieci, które maja juz rodzeństwo w tej szkole i te w rodzinach zastępczych etc.
Potem liczy sie odleglosc od bramy wejsciowej szkoły do domu potencjalnego ucznia…
Mam nadzieje, ze wiekszosc rodzicow będzie staralo sie o miejsce dla swoich pociech w szkolach wyznaniowych… Bo te maja lepsza renomę… Tak proszę państwa, w UK ksiadz ściąga ludzi do kościoła na miejsce w szkole 🙂

Ach zycie :)

Moj wczorajszy sms do przyjaciolki podsumowuje dzien:
„… Ja mam pms, jem czekolade, rycze, czytam bloga kobiety, co zmarla na raka zostawiając 7 letniego synka i ryczę mega… Bajzel w domu, slonce za oknem, entuzjazm zero… Ach życie :)”

Wczoraj kolezanka rozmawiala ze mna o Murzynku Bambo. O tym, jak ta bajka nie pasuje do naszego zycia w Londynie. Dzis czytam w internecie, ze byc moze unia go wycofa… Bo niezgodny…
Ja gdzies te ksiazke mam na półce, rzadko czytam dzieciom, ale jak juz, to u nas koncowka brzmi: „Fajnie, ze Bambo wesoly, chodzi z nami do szkoly! 🙂

Sens cierpienia…?!

Wrzucil ktoś na fb link do wywiadu ze ś.p. Joanną Sałygą… Przeczytalam, obiejrzalam zwiastun filmu, poczytalam jej bloga… http://www.chustka.blogspot.com Lez polecialo mnóstwo…
Moim największym obecnym lekiem jest to, ze cos by mi sie stało i zniknelabym z życia moich dzieci… A one takie male, tyle chce im pokazać. Na szczęście jak na razie zdrowie mam i ciesze sie z tego każdego dnia. Tamta Joanna dostala jednego dnia diagnozę… Rak, 6 miesięcy… Wywalczyla 2 lata, ucząc sie życia z wyrokiem, przygotowując syna na swe odejscie…
I choć wg zasady kontrastów: bez zimna nie docenilibysmy ciepla, bez nocy, dnia… Nie mogę zaakceptować sensu cierpienia…
A jest ono tak blisko… Znajoma walczy z bialaczka, sasiadka wychowujaca siostrzenice, gdyż jej siostra umarla na raka. Ludzie traca bliskich w wypadkach… I wiele innych… Ja sensu cierpienia nie znajduje… Wg mnie tak nie powinno byc. Wkurza mnie powiedzenie, ze wszystko w życiu ma sens… Ja tego nie akceptuje…